Przejdź do treści
Pod tarpem. notatki z polskiego lasu

Ogień

Ogień po trzech dniach deszczu: gdzie w polskim lesie szukać suchej rozpałki

Po trzech dniach deszczu w polskim lesie wciąż jest sucha rozpałka. Cztery miejsca, do których zaglądam, i jedno, do którego nie zaglądam nigdy.

poprawione 21 września 2026 6 min czytania Andrzej Wilkosz

Mokry bór po kilku dniach deszczu, kałuże na drodze, w oddali małe ognisko i smuga dymu

Deszcz ruszył w czwartek nad ranem i ustał dopiero w niedzielę. Po takim deszczu suchej rozpałki nie szuka się na ziemi. Byłem wtedy w oddziale przy Zielonej Górze, tej naszej, koło Tucholi, nie tamtej, z chłopakiem ze szkoły leśnej na praktykach. Miał krzesiwo za dwieście złotych i minę człowieka, który obejrzał wszystko, co na ten temat nagrano.

Chodził czterdzieści minut, a wrócił z naręczem gałęzi zebranych z ziemi i z twarzą, na której było widać, że coś jest nie w porządku ze światem.

Ze światem było wszystko w porządku, tylko on szukał w jedynym miejscu w lesie, gdzie po trzech dniach deszczu nie ma nic suchego.

Dlaczego ziemia nie ma sensu

Drewno leżące na ściółce nasiąka z dwóch stron: od góry leje, od dołu ciągnie wilgoć z podłoża. Ściółka pod sosną trzyma wodę jak gąbka i oddaje ją bardzo powoli. Po trzech dniach opadów runo jest przemoczone, a wszystko, co na nim leży, jest przesiąknięte na wylot.

Drewno chłonie wodę wolno, ale też wolno ją oddaje, i to powolne schnięcie może ci pomóc, jeśli wiesz, gdzie jest granica. Woda wchodzi w drewno głównie przez przekrój poprzeczny: przez ucięty koniec, pęknięcie albo ranę. Przez zdrową powierzchnię boczną, wzdłuż włókien, wnika wielokrotnie wolniej. Dlatego gruba, martwa, ale stojąca gałąź bywa mokra tylko z wierzchu, a w środku sucha jak wiór. Ta sama gałąź, po tygodniu w runie, nadaje się do wyrzucenia.

Cała sztuka w tym, żeby szukać drewna, które nie dotykało ziemi.

Gdzie po deszczu jest sucha rozpałkaPrzekrój przez mokry las. Sucho jest w martwych gałązkach sterczących z dolnej części pnia świerka i sosny, w żywicznej karpie po ściętej sośnie, w środku grubszej martwej gałęzi po rozłupaniu oraz w łuszczącej się korze brzozy. Mokro jest wszędzie na ziemi: w poszyciu, w gałęziach leżących na runie i w wierzchniej warstwie ściółki.1234SUCHO1 — martwe gałązki sterczące z dolnej części pnia świerka, nie dotykają ziemi2 — środek grubszej martwej gałęzi: rozłup i strugaj wnętrze3 — karpa po sośnie: drewno przesycone żywicą4 — łuszcząca się kora brzozy: pali się mokra
Cztery miejsca, w których po trzech dniach deszczu wciąż jest sucho, i jedno przekreślone: wszystko, co leży w runie. To jest różnica między długim szukaniem a zbieraniem na pewniaka.

1. Suche gałązki na pniu świerka

Wejdź w najgęstszy i najciemniejszy świerkowy młodnik, jaki znajdziesz. Chodzi o miejsce, gdzie drzewa stoją tak blisko, że dolne gałęzie od lat nie widziały słońca, więc uschły, ale nadal sterczą z pnia.

Suche gałązki z takiego młodnika to najlepsza rozpałka w polskim lesie i jest ich w bród.

Wiszą w powietrzu, nie dotykają ziemi, a nad nimi masz kilka pięter żywego igliwia, które robi za dach. Gęsty świerkowy okap w młodniku zatrzymuje część deszczu, zanim ten zejdzie niżej, a gałązki przy samym pniu siedzą pod tym przykryciem.

Rozpoznasz je po dźwięku. Sucha trzaska, mokra się gnie. Łam ręką przy samym pniu, jedną po drugiej, i słuchaj. Jeśli gałązka puszcza z suchym, krótkim strzałem, bierz. Jeśli wygina się jak gumka i kończy rozmemłanym chrupnięciem, jest żywa albo przemoczona, więc ją odłóż.

Zbieram ich całą garść, od najcieńszych jak zapałka po grubość ołówka, aż mam więcej, niż potrzeba na rozpalenie.

2. Karpa po sośnie

Karpa to pniak po ścince, razem z nabiegami korzeniowymi. Nasze bory są w większości sosnowe, więc karp jest tu tyle, że nie sposób ich policzyć.

Po ścięciu sosny drewno w pniaku zaczyna się rozkładać, ale nie całe, bo żywica, która była w drzewie, zostaje. Z czasem przesyca to, co zostało z rdzenia i nasady korzeni. Po latach z pniaka zostaje twardy, ciężki, ciemny rdzeń, który pachnie terpentyną i tnie się jak plastik.

Taki kawałek pali się mokry. Dosłownie. Żywica jest hydrofobowa i nie wpuszcza wody, a zapala się w niższej temperaturze niż samo drewno. Wióry ustrugane z takiej karpy złapią od jednej iskry z krzesiwa, w deszczu, bez czułości.

Szukaj starych, zszarzałych karp, takich, którym obwód już się rozłazi. W środku, przy sęku i przy nasadzie korzenia, ma siedzieć coś twardego i żółtawo-bursztynowego. To jest to. Jedna garść wiórów wystarcza na całą rozpałkę.

Nie kaleczę żywych drzew dla żywicy i nie radzę tego robić. Nacinanie kory sosny uszkadza drzewo i otwiera drogę grzybom. Karpa po ścince jest odpadem i nikomu jej nie brakuje.

3. Środek grubej gałęzi

Ten sposób zostaje na sytuację, kiedy nie masz ani świerkowego młodnika, ani karpy, a musisz coś rozpalić.

Bierzesz grubą, martwą, suchą gałąź, najlepiej z drzewa, nie z ziemi. Rozłupujesz ją. Nie strugasz po wierzchu, tylko rozłupujesz, żeby dostać się do środka, i dopiero z tego środka strugasz wióry.

Zewnętrzne kilka milimetrów oddajesz deszczowi, a rdzeń zostaje suchy.

Przy tej czynności naprawdę czuć różnicę między nożami. Wióry mają być cienkie, długie i przytrzymane przy drewnie, żeby z gałęzi wyszło coś w rodzaju miotełki. Więcej pisałem o tym przy szlifach. Nóż ze scandi ma szeroką fazę, która kładzie się na drewnie i sama trzyma kąt, więc wiór schodzi równo. Tępym nożem zrobisz sieczkę, niezależnie od szlifu.

4. Kora brzozy

Brzoza jest w polskim lesie wszędzie: na każdej porębie i przy każdej drodze. To jeden z niewielu materiałów, które palą się przemoczone.

Bierzesz tylko to, co samo odchodzi: cienkie, łuszczące się, papierowe płaty z zewnętrznej warstwy, te, które sterczą i falują na wietrze. Nie zdzierasz kory z żywej brzozy. Nie chodzi tu o ekologiczną wrażliwość, tylko o technikę: kora zdarta obwodowo z żywego drzewa przerywa mu drogę transportu i brzoza po tym schnie.

Zewnętrzna kora brzozy zawiera tłuste substancje, które odpychają wodę i palą się jasnym, kopcącym płomieniem. Zwiń ją luźno w wałek i podpal, a dostaniesz krótką chwilę solidnego ognia. Ta chwila wystarczy, jeśli masz gotową garść świerkowych suszek.

Czego nie ruszam

Trawy, paproci, mchu, zeszłorocznych liści. Po deszczu wszystko to jest mokre, a nawet kiedy wygląda na suche, całą noc ciągnęło wilgoć z powietrza. Zamiast płomienia będzie dym.

Nie ruszam też siana z paśników ani słomy ze stogów, choć widzę te miny. Nie moje, nie biorę.

Ile to zajmuje

Chłopak z krzesiwem za dwieście złotych nauczył się tego w jedno popołudnie i potem już nie chodził po ziemi. Prowadzę go teraz jako podleśniczego w sąsiednim nadleśnictwie.

Kolejność mam zawsze tę samą: najpierw suszki ze świerka, po drodze kora brzozy, na końcu porządne drewno na później. Krzesiwo mam zwykłe, stalowe, kupione na targu, i nie zauważyłem, żeby to cokolwiek psuło.

Źródła

  1. Ustawa z dnia 28 września 1991 r. o lasach, art. 30 ust. 3 — zakaz rozniecania ognia w lesie i w odległości do 100 m od jego granicy
  2. Rozporządzenie Ministra Środowiska z 22 marca 2006 r. w sprawie szczegółowych zasad zabezpieczenia przeciwpożarowego lasów (t.j. Dz.U. z 2022 r. poz. 1065) — stopnie zagrożenia pożarowego i warunki wprowadzania zakazu wstępu
  3. Wood Handbook: Wood as an Engineering Material, USDA Forest Products Laboratory, GTR-282 — wilgotność drewna, chłonność, rola żywicy i substancji ekstrakcyjnych