Przejdź do treści
Pod tarpem. notatki z polskiego lasu

Schronienie

Trzy węzły, które wystarczą do rozbicia tarpa

Wyblinka, prusik i węzeł napinający. Na tych trzech stoi każdy tarp, który u mnie przetrwał noc. Reszta jest do popisywania się przy ognisku.

poprawione 21 września 2026 7 min czytania Andrzej Wilkosz

Oliwkowy tarp rozbity nisko w A między sosnami, w porannej mgle nad borówczyskiem

Znam człowieka, który umie zawiązać czternaście węzłów i kiedyś przy ognisku pod Woziwodą pokazywał mi je jeden po drugim, z nazwami. Robiło wrażenie, ale dwa lata później spotkałem go w listopadzie, w deszczu: walczył z tarpem, który mu spadł, bo kalenicę przywiązał na coś, co samo rozjechało się pod naciągiem.

Ja umiem trzy i używam ich od trzydziestu lat, a czwartego nie potrzebowałem.

Nie chwalę ignorancji. Chodzi o co innego: pod tarpem robisz węzeł w ciemności, w rękawicach albo zgrabiałymi palcami, kiedy leje, a ty chcesz już leżeć. Węzeł, którego nie zawiążesz odruchowo, nie istnieje, więc lepiej mieć trzy wyćwiczone do znudzenia niż czternaście przećwiczonych raz w kuchni.

Tarp w układzie dwuspadowym na kalenicySchemat: kalenica rozpięta między dwiema sosnami, na niej płachta tarpa w kształcie daszku. Wyblinka mocuje kalenicę do drzew, prusiki trzymają płachtę na kalenicy, naciągi z węzłem napinającym idą do śledzi.1wyblinka — kalenica do sosny2prusik — płachta na kalenicy, przesuwna3węzeł napinający — naciąg do śledzianaprężenie
Cały układ. Wyblinka trzyma kalenicę na sośnie, prusik trzyma płachtę na kalenicy i pozwala ją przesuwać, węzeł napinający ustawia naciąg do śledzia. Trzy węzły, trzy różne zadania.

Zanim zawiążesz cokolwiek

Dwie sosny i odległość taka, żeby po rozpięciu kalenicy zostało z zapasem: u mnie to zwykle sześć, siedem metrów przy płachcie trzy na trzy. Za blisko i płachta zwisa, za daleko i nie masz czym dociągnąć.

Sprawdź, co masz nad głową. Zawodowo nazywa się to posusz, potocznie sucha gałąź, która czeka. Świerk zrzuca je bez ostrzeżenia, buk potrafi upuścić konar przy bezwietrznej pogodzie i to jest zjawisko, na które w lesie mówimy krótko i brzydko. Stań pod drzewem, spójrz w górę i policz do dziesięciu, a jeśli coś nad tobą wisi krzywo, przesuń się.

I rzecz, o której muszę powiedzieć, bo mi za to płacą: w drzewo nie wbijasz niczego. Żadnych gwoździ, haków, wkrętów. Nie nacinasz kory, żeby linka nie zjeżdżała, bo kora to jedyna bariera, jaką sosna ma przeciwko grzybom i owadom. Linka i tak nie zjedzie, jeśli wyblinka jest zawiązana porządnie. Uszkodzenie drzewa w lesie nie jest kwestią dobrego wychowania, tylko art. 30 ustawy o lasach, i tak, zdarzało mi się to zgłaszać.

1. Wyblinka — kalenica do drzewa

Wyblinka to dwa skrzyżowane przejścia liny wokół pnia, w których lina zaciska się na sobie samej. Im mocniej ciągniesz, tym mocniej trzyma, a kiedy przestajesz ciągnąć, rozchodzi się w palcach.

Wyblinka na pniu — widok z przoduLina obchodzi pień dwa razy. Oba przejścia po froncie krzyżują się, tworząc literę X. Wolny koniec jest wciśnięty pod górne przejście. Linia przerywana pokazuje odcinki liny schowane za pniem.obciążenie ciągnie tędy123wolny koniecKrzyżujące się przejścia zaciskają sięna sobie. Im mocniej ciągniesz,tym pewniej trzyma.
Wyblinka od frontu. Linia przerywana to odcinki schowane za pniem. Przejście 2 leży na 1, a wolny koniec 3 jest wciśnięty pod 2 — i to on się blokuje pod naciągiem.

Wiążesz tak: obchodzisz pień, przekładasz koniec przez sam siebie po skosie, obchodzisz drugi raz w tę samą stronę i wciskasz koniec pod ostatnie przejście. Powstaje X, a jeśli nie widzisz X-a, zawiązałeś coś innego.

Dwie rzeczy, których nie napiszą ci w poradniku.

Po pierwsze, wyblinka pełznie, jeśli obciążenie zmienia kierunek. Na kalenicy nie zmienia, bo ciągnie cały czas w tę samą stronę, i dlatego akurat tu jest idealna. Nie wiązałbym na wyblinkę nic, co się huśta.

Po drugie, na mokrej, gładkiej lince dwa przejścia potrafią być za mało. Kiedy leje trzeci dzień i linka jest śliska jak węgorz, dokładam półsztyk na wolnym końcu. Kosztuje trzy sekundy.

Drugą wyblinkę na drugim drzewie wiążesz już z napięciem. Robi się to tak: opierasz się o pień barkiem, ciągniesz linkę ciałem, nie ręką, i w tym napięciu zamykasz węzeł. Ręką nie naciągniesz kalenicy nigdy, i to jest ten moment, w którym poznaje się, czy ktoś to robił wcześniej.

2. Prusik — płachta na kalenicy

Prusik wymyślił Austriak, Karl Prusik, w latach trzydziestych, do wychodzenia po linie. Nas interesuje jego jedyna sztuczka: bez obciążenia jedzie po linie, pod obciążeniem staje.

Prusik na kalenicyPętla z cieńszej linki owinięta trzy razy wokół kalenicy i przewleczona przez samą siebie. Bez obciążenia przesuwa się po kalenicy, pod obciążeniem zakleszcza się.kalenicaoczko tarpaobciążeniepoluzowany — przesuwasz palcamiTrzy zwoje. Mniej nie trzyma na mokrej kalenicy,więcej robi się nieporęczne.linka cieńsza od kalenicy
Trzy zwoje cieńszej linki wokół kalenicy. Puszczony — przesuwasz go palcami, gdzie chcesz. Obciążony ciężarem płachty — nie ruszy się. Cieńsza linka jest warunkiem, nie fanaberią.

Robisz pętlę z linki cieńszej niż kalenica. To warunek, bo prusik z linki tej samej grubości nie zakleszczy się i zjedzie ci pod tarpem w środku nocy. U mnie kalenica ma 4 mm, prusiki 3 mm i to działa.

Trzy zwoje. Nie dwa, bo na mokrej lince dwa puszczają, i nie pięć, bo pięć robi się grubym, nieporęcznym kłębkiem, którego nie przesuniesz w rękawicy.

Po co ci to zamiast zwykłego przywiązania tarpa do kalenicy? Płachta nigdy nie wisi tam, gdzie ją pierwszy raz powiesisz. Wiatr skręci się o czterdzieści stopni w nocy, zaczyna zacinać z boku, i wtedy przesuwasz prusiki po kalenicy o pół metra. Przechylasz płachtę i wracasz spać, bez rozwiązywania czegokolwiek. Robiłem to nie raz, po ciemku, jedną ręką.

3. Węzeł napinający — naciągi do śledzi

Zostają rogi. Idą do ziemi, do śledzi, i muszą być napięte, bo tarp bez napięcia łopocze. A płachta, która łopocze przez sześć godzin, nie da ci spać i wypruje sobie oczka.

Ludzie kupują do tego plastikowe napinacze. Nie mam nic przeciwko plastikowi, ale on pęka na mrozie i gubi się w ściółce, a węzeł nie robi ani jednego, ani drugiego.

Węzeł napinający na naciąguNaciąg biegnie od rogu tarpa do śledzia i wraca do góry. Wolny koniec owija się trzy razy wokół obciążonej części linki i zaciska na niej. Przesunięcie węzła w górę lub w dół zmienia napięcie.róg tarpaśledźwolny koniecw górę:luzujew dół: napinaWęzeł jedzie po własnej lince.Żadnych plastikowych napinaczy.
Linka biegnie od rogu tarpa, przez śledzia, i wraca do góry. Wolny koniec zaciska się na obciążonej części trzema zwojami. Przesuwasz węzeł w dół — napina. W górę — luzuje.

Wiążesz tak: linka od rogu tarpa idzie w dół, obchodzi śledzia, wraca do góry. Teraz wolnym końcem owijasz obciążoną część linki dwa razy wewnątrz powstałej pętli, a trzeci raz na zewnątrz, powyżej. Zaciągasz. Węzeł powinien dać się przesunąć palcami po lince, a pod naciągiem stać.

Jeśli zjeżdża sam, masz za mało zwojów albo linka jest za śliska. Na płaskiej taśmie ten węzeł nie działa dobrze i to trzeba wiedzieć, zanim się zdziwisz.

Ostatnia rzecz: napinasz na krzyż. Nigdy po kolei dookoła. Przeciwległe rogi, potem następna para. Inaczej przeciągniesz jeden bok i płachta ci się skręci, a potem będziesz szukał, co jest nie tak.

Ile to trwa naprawdę

Pierwszy raz potrwa długo i będziesz zły, za każdym następnym pójdzie krócej. Ja rozbijam tarp szybko, ale robię to od trzydziestu lat i to żadne osiągnięcie, tylko efekt powtórzeń. Ile minut zajmie to tobie, nie zgadnę, i nie wierz nikomu, kto podaje to jako normę.

WyblinkaPrusikWęzeł napinający
Gdziekalenica do drzewapłachta na kalenicynaciąg do śledzia
Trzyma pod naciągiemtak, im mocniej tym lepiejtak, ale musi być cieńszytak, jeśli 3 zwoje
Rozwiązuje się po zluzowaniutaktaktak
Zawodzi, kiedyobciążenie zmienia kieruneklinka za gruba albo oblodzonalinka śliska lub płaska taśma
Do zapamiętaniałatwałatwynajtrudniejszy z trzech

Wszystkie trzy mają wspólną cechę i to nie przypadek: rozwiązują się, kiedy zdejmiesz obciążenie. Rano, w zimnych rękawicach, rozbierasz obóz w dwie minuty i linka schodzi z drzewa czysta, bez supłów. Węzeł, którego rano nie umiesz rozwiązać, wieczorem był złym wyborem.

Czego nie warto się uczyć na początku

Widziałem filmy, na których ludzie stawiają tarp na siedmiu różnych węzłach, i każdy ma nazwę. Można, tylko po co.

Nauka węzła kosztuje dwie rzeczy: czas i pamięć mięśniową. Pamięć mięśniowa jest zasobem ograniczonym i psuje się bez używania. Jeśli rozbijasz tarp dwadzieścia razy w roku, trzy węzły zdążysz utrwalić. Czternastu nie zdążysz, i w listopadzie, o dziewiętnastej, pod świerkiem, będziesz stał i próbował sobie przypomnieć, który to był.

Ćwicz je w domu, serio. Weź kawałek linki i zawiąż wyblinkę sto razy na nodze od stołu, oglądając coś w telewizji. Potem zgaś światło i zawiąż jeszcze dwadzieścia. Dopiero wtedy zabierz ją do lasu.

Źródła

  1. Clifford W. Ashley, „The Ashley Book of Knots”, Doubleday, Nowy Jork 1944 — podstawowy katalog węzłów, opis wyblinki i węzłów zaciskowych
  2. International Guild of Knot Tyers — nomenklatura i klasyfikacja węzłów — stowarzyszenie, nie sklep; przydatne przy porządkowaniu nazw
  3. Ustawa z dnia 28 września 1991 r. o lasach, art. 30 ust. 1 — zakaz niszczenia drzew i krzewów — dlatego nic się w drzewo nie wbija